Jarosław Urbaniec: sport może ratować człowieka psychicznie

Jarosław Urbaniec. Jego droga rozpoczęła się na boiskach Hutnika. To właśnie tam jako zawodnik uczył się wartości, które dziś są fundamentem jego życia – pracy, pokory, odpowiedzialności i walki do końca. Po latach spędzonych w futbolu postanowił wykorzystać te doświadczenia w inny sposób. Dziś jako wolontariusz pomaga dzieciom oraz lokalnym społecznościom w różnych zakątkach świata.

***

Czego piłka nożna nauczyła Cię o odpowiedzialności za innych?

Piłka nożna nauczyła mnie, że w życiu nigdy nie jesteś sam. Na boisku możesz mieć talent, charakter i ambicję, ale bez ludzi obok nie osiągniesz nic wielkiego. Drużyna uczy odpowiedzialności, zaufania i tego, że czasem trzeba zrobić krok więcej nie dla siebie, tylko dla drugiego człowieka.

Sport nauczył mnie też walki mimo przeciwności. Były momenty, kiedy psychicznie było ciężko, kiedy człowiek miał dość, ale właśnie wtedy zrozumiałem, że nie warto się poddawać. Piłka nauczyła mnie również czegoś bardzo ważnego — proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Każdy człowiek ma moment, kiedy potrzebuje wsparcia i podanej ręki.

Sport przez wiele lat był też moją ucieczką od problemów i emocji. Kiedy było ciężko psychicznie, piłka dawała mi przestrzeń, żeby choć na chwilę zapomnieć o wszystkim. Dawała mi poczucie wolności, bezpieczeństwa i tego, że gdzieś naprawdę mogę być sobą.

Dziś podobnie patrzę na pomaganie ludziom i życie. Nie chodzi tylko o dawanie innym. Chodzi też o to, żeby samemu nauczyć się przyjmować pomoc i zrozumieć, że człowiek nie musi wszystkiego dźwigać sam.

Myślę, że właśnie dlatego tak mocno wierzę dziś w sport, psychologię sportu i pracę z ludźmi. Bo sport może nie tylko zmieniać wyniki czy kariery, ale przede wszystkim ratować człowieka psychicznie i dawać mu nadzieję.

Właśnie dlatego skończyłem psychologię oraz psychologię sportu. Chciałem lepiej rozumieć ludzi, emocje i to, jak bardzo psychika wpływa na nasze życie. Wiem, jak wiele osób na co dzień walczy ze swoimi problemami, samotnością czy presją i często nie potrafi o tym mówić.

Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się jeszcze bardziej połączyć sport, psychologię i pomaganie ludziom. Nie tylko za granicą, ale też w Polsce. Bo czasem jedna rozmowa, obecność albo wiara w drugiego człowieka mogą zmienić więcej niż cokolwiek innego.

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się u Ciebie potrzeba pomagania ludziom?

Myślę, że ta potrzeba była we mnie od najmłodszych lat. Duży wpływ miało na to moje dzieciństwo, sytuacja rodzinna i doświadczenia, które mnie ukształtowały. Nie wszystko w życiu było łatwe. Były momenty bólu, chaosu, niezrozumienia i sytuacje, które zostają w człowieku na długo.

Przez wiele lat tłumiłem emocje i wiele rzeczy nosiłem w sobie. Sam wiem, jak bardzo człowiek potrzebuje czasem zwykłej obecności, dobrego słowa albo poczucia, że ktoś go rozumie. Może właśnie dlatego dziś tak mocno zwracam uwagę na ludzi samotnych, odrzuconych albo takich, którzy stracili nadzieję.

Od wielu lat pomagałem ludziom często nawet kosztem siebie. Bywało, że ludzie to wykorzystywali i wykorzystują do dziś, ale mimo wszystko dalej wierzę, że dobro ma sens. Bo nawet jeśli świat czasem odbiera człowiekowi siłę, to nie może zabrać mu serca.

Paradoksalnie pomaganie innym zaczęło też pomagać mnie samemu. Podróże, rozmowy z ludźmi i sytuacje, które przeżyłem, zaczęły mnie otwierać i pokazywać mi, że czasem pomagając innym, ratujesz również samego siebie.

Myślę, że dlatego dziś patrzę na życie trochę inaczej. Nie chcę żyć dla opinii ludzi, pieniędzy czy udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Chcę być dobrym człowiekiem, spełniać marzenia, pomagać innym i przeżyć życie naprawdę, a nie tylko je przetrwać.

Życie jest kruche. I czasem trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, zrobić krok w nieznane i zaryzykować, żeby odnaleźć samego siebie.

U2

Co było momentem przełomowym, który skłonił Cię do działania poza sportem?

Myślę, że zawsze chciałem pomagać ludziom, a sport był i jest dodatkiem do tej drogi. Sport kształtuje charakter, uczy wytrwałości, dyscypliny i walki mimo przeciwności, ale z czasem zrozumiałem, że największe zwycięstwa dzieją się poza boiskiem.

Momentem przełomowym były podróże i spotkania z ludźmi żyjącymi w skrajnie trudnych warunkach. Kiedy zobaczyłem dzieci walczące o jedzenie, edukację i zwykłe bezpieczeństwo, zrozumiałem, że życie nie może być tylko o mnie i moich marzeniach.

Ale te podróże nauczyły mnie też czegoś jeszcze — pomagając innym, zacząłem pomagać również sobie. Zrozumiałem, jak ważne są momenty samotności, ciszy i odnalezienia siebie w tym wszystkim. Czasem trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, zaryzykować i zrobić pierwszy krok w nieznane, żeby odnaleźć samego siebie.

Przestałem patrzeć na życie jak na listę rzeczy do odhaczenia. Mamy jedno życie i trzeba je naprawdę przeżyć, a nie tylko przetrwać. Są marzenia, które chcę spełnić i wierzę, że wszystko dzieje się po coś. Wspomnienia, ludzie i chwile, które przeżyłem podczas pomagania innym, pokazały mi, że najważniejsze w życiu jest po prostu być dobrym człowiekiem.

Dobro wraca. Karma wraca. I wierzę, że człowiek zawsze dostaje od życia to, co daje innym.

W jakich krajach działałeś i jakie problemy najbardziej Cię poruszyły?

Działałem między innymi w Kenii, Ugandzie, Kostaryce i Kambodży. Każde z tych miejsc zostawiło coś w moim sercu i pokazało mi inną stronę życia oraz pomagania.

W Kenii pomagałem mieszkańcom między innymi poprzez zakup materacy do spania, ponieważ wiele osób nie miało praktycznie nic. Zabierałem również dzieci na wycieczki, między innymi nad morze. Dla wielu z nich był to pierwszy taki wyjazd w życiu i możliwość zobaczenia czegoś więcej niż tylko codzienna walka o przetrwanie.

W Kostaryce pomagałem chłopakom z ampfutbolowej reprezentacji Kostaryki, przekazując sprzęt sportowy i rzeczy potrzebne do treningów. Ogromne podziękowania należą się Michałowi Wiązkowi i Kamilowi Czarnieckiemu — czapki z głów za pomoc, wsparcie i zaangażowanie. Chciałbym również podziękować Fundacji Dobre Jeziora za pomoc, przekazanie rzeczy oraz wsparcie przy organizacji i wysyłce paczek do Kostaryki.

W Ugandzie i Kenii najmocniej poruszyły mnie dzieci oraz edukacja, za którą trzeba płacić. Dla nas szkoła jest czymś normalnym, a tam często kilka dolarów decyduje o tym, czy dziecko będzie miało jakąkolwiek przyszłość.

Bardzo poruszyło mnie również to, jak często dzieci są wykorzystywane do zarabiania pieniędzy oraz jak trudno zmienić myślenie ludzi w niektórych miejscach Afryki. Bardzo często biały człowiek postrzegany jest tam jako milioner, który może rozwiązać wszystkie problemy. A prawda jest taka, że pomaganie nie polega na zbawianiu świata, tylko na robieniu tyle dobra, ile człowiek naprawdę jest w stanie.

Zobaczyłem też ciemniejszą stronę pomagania — tak zwaną wolonturystykę. Miejsca, gdzie bardziej buduje się biznes na biedzie i emocjach ludzi niż realnie pomaga. Gdzie zdjęcia i zasięgi bywają ważniejsze niż prawdziwy człowiek i jego życie.

Dlatego dziś staram się pomagać inaczej. Mniej mówić, więcej robić. Nie traktować ludzi jak projektu czy sposobu na popularność, tylko jak drugiego człowieka, który potrzebuje obecności, wsparcia i nadziei.

U5

Jak wygląda codzienność ludzi, którym pomagasz?

Myślę, że najtrudniejsza codzienność jest właśnie w Afryce, ponieważ tam spędziłem najwięcej czasu i tam zobaczyłem rzeczy, które bardzo zmieniły moje patrzenie na życie.

Ludzie często nie rozumieją, jak wygląda taka codzienność, bo każdy dzień jest inny. Jednego dnia widzisz ogromną radość i wdzięczność za najprostsze rzeczy, a drugiego bezsilność, głód, choroby i dzieci walczące o przyszłość.

Najbardziej poruszyła mnie edukacja i to, że dla wielu dzieci szkoła nie jest czymś normalnym. Często trzeba za nią płacić, a rodziny zwyczajnie na to nie stać. Dla nas zeszyt czy możliwość pójścia do szkoły są czymś oczywistym, a tam czasem kilka dolarów decyduje o całym życiu dziecka.

Trudne jest też to, że przez lata ludzie byli uczeni określonego myślenia. W wielu miejscach biały człowiek postrzegany jest jako ktoś bardzo bogaty, kto przyjeżdża i może rozwiązać wszystkie problemy. I przez to bardzo ciężko zmienić nastawienie ludzi oraz pokazać, że prawdziwa pomoc nie polega tylko na dawaniu pieniędzy, ale też na budowaniu świadomości, edukacji i odpowiedzialności.

Ale mimo tego wszystkiego właśnie tam zobaczyłem też największą wdzięczność, szczerość i serce. Ludzi, którzy mają bardzo niewiele, a potrafią dzielić się wszystkim, co mają. I to daje ogromną lekcję pokory oraz pokazuje, co naprawdę jest ważne w życiu.

Czy doświadczenia ze sportu pomagają Ci dziś w pracy humanitarnej?

Tak, bardzo. Sport nauczył mnie jednej z najważniejszych rzeczy w życiu — żeby się nie poddawać. W pracy humanitarnej nie zawsze wszystko wychodzi. Czasem brakuje pieniędzy, czasem ktoś cię zawiedzie, oszuka albo zostawi samego z problemami.

Sport nauczył mnie jednak, że nawet po największym upadku trzeba wstać i iść dalej. Dał mi odporność psychiczną, charakter i dyscyplinę. Ale nauczył mnie też pokory — tego, że nie zawsze wygrywasz i nie zawsze uratujesz wszystkich.

W pomaganiu jest podobnie. Nie zmienisz całego świata, ale możesz zmienić świat jednej osoby. I czasem właśnie to jest największe zwycięstwo.

Co było albo jest dla Ciebie najtrudniejsze podczas wyjazdów humanitarnych?

Najtrudniejsza jest samotność, zmęczenie i bezsilność. To uczucie, kiedy jesteś tysiące kilometrów od domu i mimo że masz ludzi, którzy cię wspierają, pomagają i wierzą w ciebie, to w danym momencie i tak jesteś z tym wszystkim sam na miejscu.

To właśnie tam podejmujesz decyzje, widzisz cierpienie, dzieci walczące o życie i sytuacje, których czasem nie da się opisać słowami. I z jednej strony jest to bardzo ciężkie psychicznie, ale z drugiej strony też piękne, bo pokazuje człowiekowi prawdę o sobie samym. Pokazuje, kim naprawdę jesteś, kiedy zostajesz sam ze swoimi emocjami, myślami i odpowiedzialnością.

Trudna była też bariera językowa. Kiedy wyjeżdżałem, mój angielski nie był dobry i dalej nie uważam, że jest idealny. Potrafię się porozumiewać i dogadywać z ludźmi, ale czasem pojawiają się nieporozumienia albo sytuacje, w których trudno przekazać emocje czy intencje tak, jakby się chciało. To również powodowało momenty bezsilności.

Najtrudniejsze było też zrozumienie mentalności ludzi w niektórych miejscach Afryki. Bardzo często przez lata ludzie byli uczeni, że biały człowiek przyjeżdża tylko po to, żeby dawać pieniądze. „Daj, daj, daj” — i to potrafi być bardzo trudne psychicznie, bo człowiek chce pomagać sercem, a nie być traktowany jak bankomat.

Ale właśnie to wszystko nauczyło mnie też wychodzenia ze strefy komfortu. Myślę, że wielu ludzi boi się zrobić pierwszy krok w nieznane, boją się ryzyka, samotności i niewygody. A ja zrozumiałem, że czasem właśnie poza strefą komfortu człowiek odnajduje siebie najbardziej.

U6

Czy pamiętasz historię konkretnej osoby, która szczególnie zapadła Ci w pamięć?

Takich historii jest bardzo dużo i wiele z nich zostaje w człowieku na całe życie.

Jedną z nich było dziecko spotkane na ulicy, które sprzedawało gumy. Później okazało się, że zostało odrzucone przez własnych rodziców i praktycznie walczyło o przetrwanie.

Była też historia dziecka, któremu ktoś powiedział, że jeśli pójdzie ponad 70 kilometrów do stolicy, to będzie miało lepsze życie i ktoś mu pomoże. To dziecko uwierzyło w te słowa. Poszło samo, z nadzieją, że znajdzie coś lepszego. Finalnie wylądowało na ulicy i spało w rowie, bo rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż obietnice, które usłyszało.

W takich momentach człowiek przestaje patrzeć na świat w prosty sposób. Rozumiesz, jak wiele dzieci żyje tylko nadzieją, że ktoś je zauważy i wyciągnie rękę.

W takich chwilach nie myślisz o zdjęciach czy internecie. Myślisz tylko o tym, żeby pomóc konkretnie — dać możliwość szkoły, noclegu, bezpieczeństwa i normalnego życia.

Były też sytuacje, kiedy kilka dni po spotkaniu z dzieckiem zabierałem je do szpitala, bo walczyło o życie. Takich historii nie pokazuję często publicznie, bo pomaganie nie powinno być robione dla „wow”, tylko dla człowieka.

Jak reagują kibice i środowisko piłkarskie na Twoją działalność?

Myślę, że środowisko sportowe i piłkarskie naprawdę mnie wspiera, nawet jeśli nie zawsze jest to widoczne na pierwszy rzut oka. Są ludzie, którzy obserwują z boku, nie napiszą wiadomości, nie pokażą tego publicznie, ale gdzieś później słyszysz, że ktoś śledzi to, co robisz, kibicuje ci albo po prostu szanuje tę drogę.

I kiedy naprawdę potrzebowałem pomocy, to wiele osób ze sportu pokazało ogromne serce. Czy to przy organizacji sprzętu sportowego do Kostaryki, czy przy rzeczach na licytacje, czy przy różnych akcjach pomocowych — wtedy często reakcja była bardzo szybka i konkretna. I za to jestem bardzo wdzięczny.

Oczywiście bywa też tak, że ludzie dużo obiecują. Mówią: „pomogę”, „odezwę się”, „zrobimy coś razem”, ale kiedy przychodzi konkretny moment, zostaje cisza. Kiedyś bardziej mnie to bolało i rozczarowywało. Dziś staram się do tego podchodzić inaczej.

Wybaczam ludziom i akceptuję, że każdy jest inny. Życie nauczyło mnie, że nie można oczekiwać od wszystkich tego samego serca i zaangażowania. Mimo wszystko dalej wierzę w ludzi i wiem, że mogę liczyć na wiele osób ze środowiska sportowego. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze bardziej uda się połączyć sport z pomaganiem innym, bo sport ma ogromną siłę i potrafi jednoczyć ludzi wokół dobra.

Czy sport może realnie zmieniać świat poza stadionem?

Tak, zdecydowanie. I mówię to nie tylko jako trener czy osoba związana ze sportem, ale jako człowiek, który zobaczył, jak sport potrafi zmieniać ludzkie życie w najbiedniejszych miejscach świata.

Dla wielu dzieci sport jest jedyną chwilą wolności, radości i normalności. Kiedy dziecko wychodzi na boisko, często na chwilę zapomina o głodzie, problemach, przemocy czy samotności. Piłka daje im coś więcej niż tylko zabawę — daje poczucie wartości, przynależności i marzenia.

Sport potrafi połączyć ludzi, którzy nie mówią tym samym językiem, mają inne kolory skóry, inne religie czy żyją w zupełnie innych warunkach. Widziałem to wiele razy podczas podróży. Czasem wystarczy piłka i kilka uśmiechów, żeby ludzie zaczęli być po prostu razem.

Myślę też, że sport może ratować człowieka psychicznie. Mnie samemu przez wiele lat pomagał radzić sobie z emocjami i trudnymi momentami. Dawał mi przestrzeń, żeby odreagować, walczyć i nie poddać się mimo różnych sytuacji życiowych.

Dlatego dziś tak mocno wierzę w połączenie sportu, psychologii i pomagania ludziom. Bo czasem jeden trening, jedna rozmowa albo jedna osoba, która uwierzy w dziecko, mogą zmienić całe jego życie.

Sport to nie tylko wynik, stadion czy medale. Sport to emocje, charakter, relacje i nadzieja. I właśnie dlatego wierzę, że może realnie zmieniać świat — nie tylko na boisku, ale przede wszystkim poza nim.

Jakie wartości wyniesione ze sportu są dziś dla Ciebie najważniejsze?

Sport nauczył mnie przede wszystkim walki mimo przeciwności. W życiu byłem poniżany, wyśmiewany i wiele razy ktoś próbował podciąć mi skrzydła. Były momenty, kiedy człowiek czuł się gorszy, niezrozumiany albo słyszał, że czegoś nie osiągnie. Ale właśnie sport nauczył mnie, żeby mimo wszystko iść dalej.

Nauczył mnie też pokory, dyscypliny i szacunku do ludzi. Bo sport bardzo szybko pokazuje, że raz jesteś na górze, a raz na dole. I właśnie wtedy buduje się charakter człowieka.

Przez wiele lat chciałem coś udowadniać — sobie, ludziom, światu. Dziś patrzę na to inaczej. Nie chcę już żyć dla akceptacji innych czy opinii ludzi. Chcę po prostu być sobą i robić rzeczy, które mają sens.

Sport nauczył mnie również tego, że najważniejsze nie są medale, liczby czy sukcesy, tylko człowiek i droga, którą przechodzisz. Bo czasem największym zwycięstwem jest po prostu nie poddać się psychicznie mimo wszystkiego, co dzieje się wokół.

I właśnie to dziś próbuję przekazywać innym — jeśli masz cel, marzenia i dobre serce, nie poddawaj się tylko dlatego, że ktoś w ciebie nie wierzy. Czasem najtrudniejsza droga prowadzi do najpiękniejszych miejsc. 

U8

Czego ludzie w Polsce mogliby nauczyć się od społeczności, którym pomagasz?

Przede wszystkim pokory i wdzięczności za małe rzeczy. Ludzie, których spotykam, często mają bardzo niewiele, a mimo tego dalej potrafią się uśmiechać, dzielić i być razem.

Nauczyli mnie, że człowiek nie musi mieć wszystkiego, żeby być szczęśliwym. Największym bogactwem nie są pieniądze, tylko obecność drugiego człowieka, zdrowie, spokój i czas.

I chyba właśnie tego najbardziej dziś brakuje światu — zatrzymania się i zrozumienia, co naprawdę ma wartość.

Wiem też, że to nie jest moja ostatnia podróż. Ten wyjazd nauczył mnie bardzo wiele i pomógł mi jeszcze bardziej odnaleźć siebie. Po powrocie chciałbym dalej rozwijać się w sporcie, psychologii sportu i pomagać ludziom, którzy tego potrzebują. Chciałbym połączyć sport, psychologię i pomaganie innym w Polsce oraz poza nią. Może tworzyć małe projekty wyjazdowe do Afryki czy innych miejsc na świecie, żeby dawać ludziom wsparcie, nadzieję i pokazywać, że dobro dalej istnieje.

Ale życie nauczyło mnie też jednego — nie chcę już żyć pod presją „muszę”. Jeśli coś robię, chcę oddać temu całego siebie i robić to sercem, a nie dla udowadniania czegokolwiek komukolwiek.

Podróże nauczyły mnie, że każda chwila jest cudem. Mam swoje motto:

„Wczoraj to historia, jutro to tajemnica, a dziś to dar.”

Dlatego chcę być sobą. Nie zmieniać się dla akceptacji czy opinii innych ludzi. Potrzebowałem przejść tę drogę, żeby zrozumieć siebie i zobaczyć, co naprawdę ma sens.

Życie jest drogą. Nie wszystko da się zaplanować. I właśnie dlatego chcę przeżyć je prawdziwie, z sercem, wiarą i nadzieją.

Mam nadzieję, że razem z Panem Bogiem dalej będę szedł do przodu — niezależnie od tego, dokąd ta droga mnie zaprowadzi.

U7

U9

U3

Wstecz